Historia
Historia holenderskiej płytki ściennej
Od wilgotnych ścian po krótkie sentencje: jak zwykła płytka stała się holenderską instytucją.
3 min czytania
Płytka ścienna nie powstała po to, żeby ładnie wyglądać. Powstała, bo w holenderskim domu było mokro. Kraj leży nisko, poziom wody jest wysoki, a ceglane ściany ciągnęły wilgoć od podłogi w górę. Warstwa szkliwionej ceramiki przy podłodze, przy kominku i wokół zlewu rozwiązywała problem: nie wchłaniała wody i dawała się myć.
Najpierw funkcja, potem obrazek
Pierwsze płytki były jednolite albo miały prosty wzór geometryczny. Dopiero gdy warsztaty opanowały malowanie kobaltem na białej polewie — ta sama technika, o której piszemy w tekście czym jest delfts blauw — kafel zmienił się w powierzchnię do rysowania. Płytka miała najczęściej około trzynastu centymetrów boku, bo tyle wygodnie mieściło się w dłoni malarza i tyle dawało się równo wypalić.
Rysunek był z konieczności prosty. Jedna scena, kilka kresek, dużo bieli dookoła. To ograniczenie okazało się zaletą: taka płytka nie męczy wzroku i można powiesić dwadzieścia sztuk obok siebie, nie robiąc z tego chaosu.
Co na nich malowano
Tematy mówią sporo o tym, czym żył ten kraj. Powtarza się cztery, pięć grup:
- Statki — od rybackich łodzi po okręty handlowe, często z rozpoznawalnym takielunkiem.
- Dzieci przy zabawie: bąk, obręcz, sanki, gra w kule. Powstawały całe serie poświęcone samym zabawom.
- Zwierzęta gospodarskie i domowe, zwykle jedno na środku płytki, bez tła.
- Kwiaty w wazonie i motywy roślinne, zwłaszcza w wersjach bardziej zdobnych.
- Zawody i rzemiosło: piekarz, szewc, rybak — kafelkowy katalog tego, kto mieszkał w mieście.
Do tego dochodziły sceny biblijne, żołnierze i pejzaże. Trudno przypisać większość tych płytek konkretnym autorom, bo warsztaty rzadko sygnowały pojedynczy kafel. Wiemy natomiast dobrze, jak je robiono i gdzie wisiały.
Detal, po którym poznaje się starą płytkę
W rogach dawnych płytek prawie zawsze siedzi mały motyw: rozeta, pajęczy wzór albo stylizowana lilia. Nie jest to ozdoba przypadkowa. Gdy płytki układa się obok siebie, cztery narożne motywy łączą się na styku w jeden większy element. Ściana zyskuje rytm, którego pojedynczy kafel nie pokazuje. To zresztą najlepszy argument za tym, żeby wieszać płytki w grupie, a nie pojedynczo.
Tegeltjeswijsheid, czyli mądrość z płytki
W pewnym momencie zamiast obrazka na kaflu pojawiło się zdanie. Krótkie, rymowane albo przynajmniej rytmiczne, zwykle o zdrowym rozsądku, gościnności, pracy i umiarze. Holendrzy nazwali ten gatunek tegeltjeswijsheid, dosłownie mądrość z płytki. Słowo funkcjonuje w języku do dziś i bywa używane złośliwie, w znaczeniu prawdy zbyt oczywistej, żeby komukolwiek pomogła.
W domu działa to jednak inaczej niż w dyskusji. Zdanie na ścianie w kuchni nikogo nie poucza, tylko przypomina o czymś, na co dana rodzina się umówiła. Najbardziej znane przykłady zebraliśmy w tekście o holenderskich sentencjach z płytek, a gotowe wzory znajdziesz na stronie tegeltjeswijsheid.
Dlaczego to przetrwało, a inne mody nie
Płytka miała trzy cechy odporne na czas. Była tania, więc trafiała do zwykłych domów, a nie tylko do witryn kolekcjonerów. Była trwała, bo wzór jest wypalony pod szkliwem i nie blaknie. I była mała, więc nikt nie musiał przemeblowywać pokoju, żeby ją powiesić. Meble się zmieniały, tapety schodziły ze ścian, a kafel nad zlewem zostawał.
W wielu holenderskich domach płytka jest dziś przedmiotem przekazywanym dalej. Nie dlatego, że ma wartość kolekcjonerską — najczęściej nie ma. Dlatego, że wisiała u babci i wszyscy pamiętają, co było na niej napisane.
Ta sama forma, nowa treść
Współczesna płytka robi dokładnie to, co robiła kiedyś: mieści jedną scenę albo jedno zdanie i wisi tam, gdzie się mieszka. Zmieniło się tylko to, co jest na niej. Zamiast anonimowego statku może być twoje własne zdjęcie przełożone na dwa kolory. Zamiast siedemnastowiecznego przysłowia — zdanie, które twoja rodzina powtarza od lat. Zobacz, jak to wygląda, na stronie płytka z sentencją.